Nowe przepisy

Czy jesteś wystarczająco mężczyzną, aby zjeść jednego z tych hamburgerów?

Czy jesteś wystarczająco mężczyzną, aby zjeść jednego z tych hamburgerów?

Z jakiegoś powodu, kiedy restauracje ładują swoje burgery dużymi paszteciki wołowe, stosy bekonu i dusią je w niebotycznej ilości sera, są one nazywane „męskimi burgerami”. Chociaż wolimy patrzeć na nie jako na „pyszne ataki serca w trakcie”, niezależnie od tego, jak je nazwiesz, jedno jest pewne: wyglądają niezwykle intensywnie.

New York's Minetta Tavern's Black Label Burger

Ten ogromny burger składa się z sezonowanych na sucho kawałków wołowiny Angus, karmelizowanej cebuli i ciężkich frytek pomme.

(BurgerPorn/WallyG)

The Stock and Barrel’s Big Nastyin Knoxville, Tennessee

Podwójne mięso. Podwójny Boczek. Podwójny Ser Cheddar. Ten potworny burger posypane czosnkowym aioli, smażoną cebulką, konfiturą pomidorową i majonezem.

DMK Burger Bar's The DMK Burger in Chicago

A trzypoziomowy burger polana specjalnym sosem to kolos burgera do ugryzienia!

(Flickr/Clint McMahon/CC4.0)

Manly Stanley z 23rd Street Brewery w Lawrence, Kansas

Styl Godzilla, podwójny pasztecik, burger ze szwajcarską, serem cheddar, bekonem, jajkiem, smażonym ogórkiem konserwowym, krążkiem cebulowym i sosem skrzydełkowym to właściwie trzydaniowy posiłek za jednym kęsem.

(Browar 23 Ulica)

Moo Gourmet Burgers Deluxe Moo Burger w Australii

Ten podwójny hamburger wołowy Wagyu jest ładowany z serem Cheddar, grubo krojoną mozzarellą, bekonem z wolnego wybiegu, jajkiem z wolnego wybiegu, grillowaną cebulą, ananasem, burakiem, pomidorem, mieszanymi sałatami liściastymi, domowym majonezem i smakiem pomidorowym. Jesteśmy pełni po prostu czytając to wszystko.

(Flickr/Littleyye/CC4.0)

Manly Burge Umami Burger w Los Angeles

I być może „najmędrszym” z nich wszystkich jest Męski Burger w Umami. Jest to duży kotlet wołowy przyrządzany na zamówienie z cheddarem piwnym, lardonkami z bekonu, strunami wędzonej cebuli z keczupem Umami house i pastą musztardową.

(Zdjęcie: Flickr/Richard/CC4.0)


Czy jesteś na tyle mężczyzną, żeby jeść owady na obiad? Zajmujemy się najnowszymi pozycjami w modnych menu

Nick Harding degustujący menu „insect tasting” w restauracji Seb Holmes', Farang, w Londynie Źródło: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii zaczniemy jeść owady, kiedy przestaną wyglądać jak owady. Cóż, nie ma wątpliwości, że pokryte soją stworzonko, z soczystym brzuchem, skrzydlatą klatką piersiową i parą dużych, owadzich oczu, patrzy z mojego widelca.

Podnoszę widelec do ust i rozumuję: jem krewetki, a krewetki to morskie owady. – Dokładnie – kiwa głową Seb Holmes, szef kuchni, który właśnie przygotował świerszcza smażonego z solą i pieprzem, którego się żuję. „A świerszcze to krewetki nieba”.

Jest argument używany przez zwolenników robaków grub. Wygląda to tak: kiedyś pomysł jedzenia surowej ryby był dla Brytyjczyków odrażający, teraz M&S i Boots sprzedają go na lunch. Curry, kebaby, komosa ryżowa, a nawet spagbol były kiedyś uważane za egzotyczne. Ale upodobania zmieniają się z czasem.

Być może, ale z tego, co wiem, nikt nigdy nie musiał wzywać Rent-o-kill, by poradzić sobie z paskudną plagą sashimi z łososia. Problemem jest tutaj surowy składnik. Przerażające czołgi są. dziwny.

Seb jest jednym z pionierów ruchu, który ma zmienić tę niechęć. Założyciel londyńskiej (wolnej od owadów) restauracji Farang, jego książka Kucharz Tajski ukazał się w tym tygodniu, a dziś wieczorem, we współpracy z Grub – firmą spożywczą, której celem jest wprowadzenie owadów do brytyjskiego podniebienia i rozpowszechnianie informacji o korzyściach – otwiera pierwszą w Wielkiej Brytanii comiesięczną wyskakującą restaurację o tematyce owadów – karmienie gości pięciodaniowym menu degustacyjne dań owadzich inspirowanych kuchnią tajską. To już wyprzedane.

S kładniki dla bezkręgowców są dostarczane przez Entovista, pierwszą komercyjną brytyjską farmę produkującą owady do spożycia przez ludzi, która w humanitarny sposób ubija świerszcze w partiach po 4000. Pytanie, które może zadać większość tradycyjnych drapieżników, brzmi: dlaczego?

Na początek owady są bardziej pożywne niż mięso. Niektóre pędraki zawierają 78% białka i mają mniej tłuszczu niż wołowina, wieprzowina czy ryby, ale mają wysoki poziom witamin i minerałów. Na przykład niektóre robaki zawierają porównywalną ilość olejów Omega 3 i 6 do ryb.

Po drugie, są łatwe, tanie, szybkie i przyjazne dla środowiska w produkcji w ogromnych ilościach. Do wyprodukowania 1 kg białka wołowego karmionego ziarnem potrzeba ponad 13 000 litrów świeżej wody i 25 kg paszy na bazie soi, w porównaniu z 8 litrami, aby wyprodukować 1 kg białka ze świerszczy (które można nakarmić na odpadach).

Jedzenie owadów zawsze było nowością na Zachodzie dzięki Jestem gwiazdą, zabierz mnie stąd i tequilla, ale już dwa miliardy ludzi na całym świecie pożera je w takiej czy innej formie.

W 2013 roku Belgia jako pierwszy kraj europejski zezwoliła na sprzedaż owadów do spożycia przez ludzi. Tamtejsze supermarkety oferują szeroki wybór produktów na bazie owadów, w tym pastę do smarowania zrobioną z mączników, marchwi i pomidorów.

Inne kraje poszły w ich ślady. Jedna z głównych holenderskich sieci supermarketów, Jumbo, wprowadziła w 400 sklepach gamę pokarmów dla owadów, w tym hamburgery z owadami i panierowane kulki z owadów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych branża fitness zaczęła wykorzystywać wysokobiałkowe składniki pochodzące od owadów, takie jak mąka ze świerszczy, do produkcji batonów energetycznych.

W zeszłym roku Seb i Grub opublikowali Książka kucharska Ultimate Insect, w której szefowi kuchni dano wolną rękę w projektowaniu przepisów z wykorzystaniem świerszczy, mącznika i konika polnego.

"To była zabawa. Czułem się jak Willy Wonka – śmieje się. „Myślę, że teraz owady stają się realnym źródłem pożywienia. Nie mówimy, że nie jedz mięsa, mówimy, spróbuj je i zobacz, co myślisz. Są zaskakująco wszechstronnym składnikiem, który można dodawać w całości lub przerabiać na mąki i pasty.

„Mają różne smaki w zależności od tego, jak są ugotowane. Świerszcze smakują jak smażone krewetki, a po upieczeniu jak kakao w proszku. Liofilizowane koniki polne smakują jak orzech włoski. Mrówki dobrze sprawdzają się jako przyprawa posypana, niektóre smakują jak drobinki limonki na języku, inne jak ocet. Robaki Buffalo uzupełniają wieprzowinę.

Moje świerszcze z soli i pieprzu zostały usmażone w sosie sojowym i białym pieprzu i podawane z liśćmi panang. Smakują jak drobne skwarki wieprzowe nieszkodliwe, trochę suche z odrobiną chrupania. – Jak przekąska barowa – kiwa głową Seb. “Dobrze pasują do zimnego piwa.”

Cricket miang jest jednak w zupełnie innej lidze. Jednogryzowe paczki z prażonym kokosem, granatem, limonką i chili są tradycyjnie przygotowywane z krewetkami, które Seb zastępuje pastą do krykieta i kilkoma całymi critterami do prezentacji. Zawinięte w liść betelu danie to eksplozja smaku. „Naczynie wjazdowe”, według Seb.

Pyszne są również lody z pralinami z konika polnego, a zmiażdżony owad zapewnia orzechową chrupkość i nutę goryczy, która równoważy słodką kremowość – i rozwiewa moje obawy.

W obliczu europejskiego niedoboru białka na horyzoncie, jeśli zdołamy przezwyciężyć mdłości i objąć bezkręgowce, mamy gotowe zapasy pożywienia tuż pod naszymi stopami. A dzięki pionierom, takim jak Seb, którzy sprawiają, że owady są smaczne, jak mrówka posypuje babeczkę, odpowiedź jest oczywista.


Czy jesteś na tyle mężczyzną, żeby jeść owady na obiad? Zajmujemy się najnowszymi pozycjami w modnych menu

Nick Harding degustujący menu „insect tasting” w restauracji Seb Holmes', Farang, w Londynie Źródło: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii zaczniemy jeść owady, kiedy przestaną wyglądać jak owady. Cóż, nie ma wątpliwości, że pokryte soją stworzonko, z soczystym brzuchem, skrzydlatą klatką piersiową i parą dużych, owadzich oczu, patrzy z mojego widelca.

Podnoszę widelec do ust i rozumuję: jem krewetki, a krewetki to morskie owady. – Dokładnie – kiwa głową Seb Holmes, szef kuchni, który właśnie przygotował świerszcza smażonego z solą i pieprzem, którego się żuję. „A świerszcze to krewetki nieba”.

Jest argument używany przez zwolenników robaków grub. Wygląda to tak: kiedyś pomysł jedzenia surowej ryby był dla Brytyjczyków odrażający, teraz M&S i Boots sprzedają go na lunch. Curry, kebaby, komosa ryżowa, a nawet spagbol były kiedyś uważane za egzotyczne. Ale upodobania zmieniają się z czasem.

Być może, ale z tego, co wiem, nikt nigdy nie musiał wzywać Rent-o-kill, by poradzić sobie z paskudną plagą sashimi z łososia. Problemem jest tutaj surowy składnik. Przerażające czołgi są. dziwny.

Seb jest jednym z pionierów ruchu, który ma zmienić tę niechęć. Założyciel londyńskiej (wolnej od owadów) restauracji Farang, jego książka Kucharz Tajski ukazał się w tym tygodniu, a dziś wieczorem, we współpracy z Grub – firmą spożywczą, której celem jest wprowadzenie owadów do brytyjskiego podniebienia i rozpowszechnianie informacji o korzyściach – otwiera pierwszą w Wielkiej Brytanii comiesięczną wyskakującą restaurację o tematyce owadów – karmienie gości pięciodaniowym menu degustacyjne dań owadzich inspirowanych kuchnią tajską. To już wyprzedane.

S kładniki dla bezkręgowców są dostarczane przez Entovista, pierwszą komercyjną brytyjską farmę produkującą owady do spożycia przez ludzi, która w humanitarny sposób ubija świerszcze w partiach po 4000. Pytanie, które może zadać większość tradycyjnych drapieżników, brzmi: dlaczego?

Na początek owady są bardziej pożywne niż mięso. Niektóre pędraki zawierają 78% białka i mają mniej tłuszczu niż wołowina, wieprzowina czy ryby, ale mają wysoki poziom witamin i minerałów. Na przykład niektóre robaki zawierają porównywalną ilość olejów Omega 3 i 6 do ryb.

Po drugie, są łatwe, tanie, szybkie i przyjazne dla środowiska w produkcji w ogromnych ilościach. Do wyprodukowania 1 kg białka wołowego karmionego ziarnem potrzeba ponad 13 000 litrów świeżej wody i 25 kg paszy na bazie soi, w porównaniu z 8 litrami, aby wyprodukować 1 kg białka ze świerszczy (które można nakarmić na odpadach).

Jedzenie owadów zawsze było nowością na Zachodzie dzięki Jestem gwiazdą, zabierz mnie stąd i tequilla, ale już dwa miliardy ludzi na całym świecie pożera je w takiej czy innej formie.

W 2013 roku Belgia jako pierwszy kraj europejski zezwoliła na sprzedaż owadów do spożycia przez ludzi. Tamtejsze supermarkety oferują szeroki wybór produktów na bazie owadów, w tym pastę do smarowania zrobioną z mączników, marchwi i pomidorów.

Inne kraje poszły w ich ślady. Jedna z głównych holenderskich sieci supermarketów, Jumbo, wprowadziła w 400 sklepach gamę pokarmów dla owadów, w tym hamburgery z owadami i panierowane kulki z owadów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych branża fitness zaczęła wykorzystywać wysokobiałkowe składniki pochodzące od owadów, takie jak mąka ze świerszczy, do produkcji batonów energetycznych.

W zeszłym roku Seb i Grub opublikowali Książka kucharska Ultimate Insect, w której szefowi kuchni dano wolną rękę w projektowaniu przepisów z wykorzystaniem świerszczy, mącznika i konika polnego.

"To była zabawa. Czułem się jak Willy Wonka – śmieje się. „Myślę, że teraz owady stają się realnym źródłem pożywienia. Nie mówimy, że nie jedz mięsa, mówimy, spróbuj je i zobacz, co myślisz. Są zaskakująco wszechstronnym składnikiem, który można dodawać w całości lub przerabiać na mąki i pasty.

„Mają różne smaki w zależności od tego, jak są ugotowane. Świerszcze smakują jak smażone krewetki, a po upieczeniu jak kakao w proszku. Liofilizowane koniki polne smakują jak orzech włoski. Mrówki dobrze sprawdzają się jako przyprawa posypana, niektóre smakują jak drobinki limonki na języku, inne jak ocet. Robaki Buffalo uzupełniają wieprzowinę.

Moje świerszcze z soli i pieprzu zostały usmażone w sosie sojowym i białym pieprzu i podawane z liśćmi panang. Smakują jak drobne skwarki wieprzowe nieszkodliwe, trochę suche z odrobiną chrupania. – Jak przekąska barowa – kiwa głową Seb. “Dobrze pasują do zimnego piwa.”

Cricket miang jest jednak w zupełnie innej lidze. Jednogryzowe paczki z prażonym kokosem, granatem, limonką i chili są tradycyjnie przygotowywane z krewetkami, które Seb zastępuje pastą do krykieta i kilkoma całymi critterami do prezentacji. Zawinięte w liść betelu danie to eksplozja smaku. „Naczynie wjazdowe”, według Seb.

Pyszne są również lody z pralinami z konika polnego, a zmiażdżony owad zapewnia orzechową chrupkość i nutę goryczy, która równoważy słodką kremowość – i rozwiewa moje obawy.

W obliczu europejskiego niedoboru białka na horyzoncie, jeśli zdołamy przezwyciężyć mdłości i objąć bezkręgowce, mamy gotowe zapasy pożywienia tuż pod naszymi stopami. A dzięki pionierom, takim jak Seb, którzy sprawiają, że owady są smaczne, jak mrówka posypuje babeczkę, odpowiedź jest oczywista.


Czy jesteś na tyle mężczyzną, żeby jeść owady na obiad? Zajmujemy się najnowszymi pozycjami w modnych menu

Nick Harding degustujący menu „insect tasting” w restauracji Seb Holmes', Farang, w Londynie Źródło: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii zaczniemy jeść owady, kiedy przestaną wyglądać jak owady. Cóż, nie ma wątpliwości, że pokryte soją stworzonko, z soczystym brzuchem, skrzydlatą klatką piersiową i parą dużych, owadzich oczu, patrzy z mojego widelca.

Podnoszę widelec do ust i rozumuję: jem krewetki, a krewetki to morskie owady. – Dokładnie – kiwa głową Seb Holmes, szef kuchni, który właśnie przygotował świerszcza smażonego z solą i pieprzem, którego się żuję. „A świerszcze to krewetki nieba”.

Jest argument używany przez zwolenników robaków grub. Wygląda to tak: kiedyś pomysł jedzenia surowej ryby był dla Brytyjczyków odrażający, teraz M&S i Boots sprzedają go na lunch. Curry, kebaby, komosa ryżowa, a nawet spagbol były kiedyś uważane za egzotyczne. Ale upodobania zmieniają się z czasem.

Być może, ale z tego, co wiem, nikt nigdy nie musiał wzywać Rent-o-kill, by poradzić sobie z paskudną plagą sashimi z łososia. Problemem jest tutaj surowy składnik. Przerażające czołgi są. dziwny.

Seb jest jednym z pionierów ruchu, który ma zmienić tę niechęć. Założyciel londyńskiej (wolnej od owadów) restauracji Farang, jego książka Kucharz Tajski ukazał się w tym tygodniu, a dziś wieczorem, we współpracy z Grub – firmą spożywczą, której celem jest wprowadzenie owadów do brytyjskiego podniebienia i rozpowszechnianie informacji o korzyściach – otwiera pierwszą w Wielkiej Brytanii comiesięczną wyskakującą restaurację o tematyce owadów – karmienie gości pięciodaniowym menu degustacyjne dań owadzich inspirowanych kuchnią tajską. To już wyprzedane.

S kładniki dla bezkręgowców są dostarczane przez Entovista, pierwszą komercyjną brytyjską farmę produkującą owady do spożycia przez ludzi, która w humanitarny sposób ubija świerszcze w partiach po 4000. Pytanie, które może zadać większość tradycyjnych drapieżników, brzmi: dlaczego?

Na początek owady są bardziej pożywne niż mięso. Niektóre pędraki zawierają 78% białka i mają mniej tłuszczu niż wołowina, wieprzowina czy ryby, ale mają wysoki poziom witamin i minerałów. Na przykład niektóre robaki zawierają porównywalną ilość olejów Omega 3 i 6 do ryb.

Po drugie, są łatwe, tanie, szybkie i przyjazne dla środowiska w produkcji w ogromnych ilościach. Do wyprodukowania 1 kg białka wołowego karmionego ziarnem potrzeba ponad 13 000 litrów świeżej wody i 25 kg paszy na bazie soi, w porównaniu z 8 litrami, aby wyprodukować 1 kg białka ze świerszczy (które można nakarmić na odpadach).

Jedzenie owadów zawsze było nowością na Zachodzie dzięki Jestem gwiazdą, zabierz mnie stąd i tequilla, ale już dwa miliardy ludzi na całym świecie pożera je w takiej czy innej formie.

W 2013 roku Belgia jako pierwszy kraj europejski zezwoliła na sprzedaż owadów do spożycia przez ludzi. Tamtejsze supermarkety oferują szeroki wybór produktów na bazie owadów, w tym pastę do smarowania zrobioną z mączników, marchwi i pomidorów.

Inne kraje poszły w ich ślady. Jedna z głównych holenderskich sieci supermarketów, Jumbo, wprowadziła w 400 sklepach gamę pokarmów dla owadów, w tym hamburgery z owadami i panierowane kulki z owadów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych branża fitness zaczęła wykorzystywać wysokobiałkowe składniki pochodzące od owadów, takie jak mąka ze świerszczy, do produkcji batonów energetycznych.

W zeszłym roku Seb i Grub opublikowali Książka kucharska Ultimate Insect, w której szefowi kuchni dano wolną rękę w projektowaniu przepisów z wykorzystaniem świerszczy, mącznika i konika polnego.

"To była zabawa. Czułem się jak Willy Wonka – śmieje się. „Myślę, że teraz owady stają się realnym źródłem pożywienia. Nie mówimy, że nie jedz mięsa, mówimy, spróbuj je i zobacz, co myślisz. Są zaskakująco wszechstronnym składnikiem, który można dodawać w całości lub przerabiać na mąki i pasty.

„Mają różne smaki w zależności od tego, jak są ugotowane. Świerszcze smakują jak smażone krewetki, a po upieczeniu jak kakao w proszku. Liofilizowane koniki polne smakują jak orzech włoski. Mrówki dobrze sprawdzają się jako przyprawa posypana, niektóre smakują jak drobinki limonki na języku, inne jak ocet. Robaki Buffalo uzupełniają wieprzowinę.

Moje świerszcze z soli i pieprzu zostały usmażone w sosie sojowym i białym pieprzu i podawane z liśćmi panang. Smakują jak drobne skwarki wieprzowe nieszkodliwe, trochę suche z odrobiną chrupania. – Jak przekąska barowa – kiwa głową Seb. “Dobrze pasują do zimnego piwa.”

Cricket miang jest jednak w zupełnie innej lidze. Jednogryzowe paczki z prażonym kokosem, granatem, limonką i chili są tradycyjnie przygotowywane z krewetkami, które Seb zastępuje pastą do krykieta i kilkoma całymi critterami do prezentacji. Zawinięte w liść betelu danie to eksplozja smaku. „Naczynie wjazdowe”, według Seb.

Pyszne są również lody z pralinami z konika polnego, a zmiażdżony owad zapewnia orzechową chrupkość i nutę goryczy, która równoważy słodką kremowość – i rozwiewa moje obawy.

W obliczu europejskiego niedoboru białka na horyzoncie, jeśli zdołamy przezwyciężyć mdłości i objąć bezkręgowce, mamy gotowe zapasy pożywienia tuż pod naszymi stopami. A dzięki pionierom, takim jak Seb, którzy sprawiają, że owady są smaczne, jak mrówka posypuje babeczkę, odpowiedź jest oczywista.


Czy jesteś na tyle mężczyzną, żeby jeść owady na obiad? Zajmujemy się najnowszymi pozycjami w modnych menu

Nick Harding degustujący menu „insect tasting” w restauracji Seb Holmes', Farang, w Londynie Źródło: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii zaczniemy jeść owady, kiedy przestaną wyglądać jak owady. Cóż, nie ma wątpliwości, że pokryte soją stworzonko, z soczystym brzuchem, skrzydlatą klatką piersiową i parą dużych, owadzich oczu, patrzy z mojego widelca.

Podnoszę widelec do ust i rozumuję: jem krewetki, a krewetki to morskie owady. – Dokładnie – kiwa głową Seb Holmes, szef kuchni, który właśnie przygotował świerszcza smażonego z solą i pieprzem, którego się żuję. „A świerszcze to krewetki nieba”.

Jest argument używany przez zwolenników robaków grub. Wygląda to tak: kiedyś pomysł jedzenia surowej ryby był dla Brytyjczyków odrażający, teraz M&S i Boots sprzedają go na lunch. Curry, kebaby, komosa ryżowa, a nawet spagbol były kiedyś uważane za egzotyczne. Ale upodobania zmieniają się z czasem.

Być może, ale z tego, co wiem, nikt nigdy nie musiał wzywać Rent-o-kill, by poradzić sobie z paskudną plagą sashimi z łososia. Problemem jest tutaj surowy składnik. Przerażające czołgi są. dziwny.

Seb jest jednym z pionierów ruchu, który ma zmienić tę niechęć. Założyciel londyńskiej (wolnej od owadów) restauracji Farang, jego książka Kucharz Tajski ukazał się w tym tygodniu, a dziś wieczorem, we współpracy z Grub – firmą spożywczą, której celem jest wprowadzenie owadów do brytyjskiego podniebienia i rozpowszechnianie informacji o korzyściach – otwiera pierwszą w Wielkiej Brytanii comiesięczną wyskakującą restaurację o tematyce owadów – karmienie gości pięciodaniowym menu degustacyjne dań owadzich inspirowanych kuchnią tajską. To już wyprzedane.

S kładniki dla bezkręgowców są dostarczane przez Entovista, pierwszą komercyjną brytyjską farmę produkującą owady do spożycia przez ludzi, która w humanitarny sposób ubija świerszcze w partiach po 4000. Pytanie, które może zadać większość tradycyjnych drapieżników, brzmi: dlaczego?

Na początek owady są bardziej pożywne niż mięso. Niektóre pędraki zawierają 78% białka i mają mniej tłuszczu niż wołowina, wieprzowina czy ryby, ale mają wysoki poziom witamin i minerałów. Na przykład niektóre robaki zawierają porównywalną ilość olejów Omega 3 i 6 do ryb.

Po drugie, są łatwe, tanie, szybkie i przyjazne dla środowiska w produkcji w ogromnych ilościach. Do wyprodukowania 1 kg białka wołowego karmionego ziarnem potrzeba ponad 13 000 litrów świeżej wody i 25 kg paszy na bazie soi, w porównaniu z 8 litrami, aby wyprodukować 1 kg białka ze świerszczy (które można nakarmić na odpadach).

Jedzenie owadów zawsze było nowością na Zachodzie dzięki Jestem gwiazdą, zabierz mnie stąd i tequilla, ale już dwa miliardy ludzi na całym świecie pożera je w takiej czy innej formie.

W 2013 roku Belgia jako pierwszy kraj europejski zezwoliła na sprzedaż owadów do spożycia przez ludzi. Tamtejsze supermarkety oferują szeroki wybór produktów na bazie owadów, w tym pastę do smarowania zrobioną z mączników, marchwi i pomidorów.

Inne kraje poszły w ich ślady. Jedna z głównych holenderskich sieci supermarketów, Jumbo, wprowadziła w 400 sklepach gamę pokarmów dla owadów, w tym hamburgery z owadami i panierowane kulki z owadów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych branża fitness zaczęła wykorzystywać wysokobiałkowe składniki pochodzące od owadów, takie jak mąka ze świerszczy, do produkcji batonów energetycznych.

W zeszłym roku Seb i Grub opublikowali Książka kucharska Ultimate Insect, w której szefowi kuchni dano wolną rękę w projektowaniu przepisów z wykorzystaniem świerszczy, mącznika i konika polnego.

"To była zabawa. Czułem się jak Willy Wonka – śmieje się. „Myślę, że teraz owady stają się realnym źródłem pożywienia. Nie mówimy, że nie jedz mięsa, mówimy, spróbuj je i zobacz, co myślisz. Są zaskakująco wszechstronnym składnikiem, który można dodawać w całości lub przerabiać na mąki i pasty.

„Mają różne smaki w zależności od tego, jak są ugotowane. Świerszcze smakują jak smażone krewetki, a po upieczeniu jak kakao w proszku. Liofilizowane koniki polne smakują jak orzech włoski. Mrówki dobrze sprawdzają się jako przyprawa posypana, niektóre smakują jak drobinki limonki na języku, inne jak ocet. Robaki Buffalo uzupełniają wieprzowinę.

Moje świerszcze z soli i pieprzu zostały usmażone w sosie sojowym i białym pieprzu i podawane z liśćmi panang. Smakują jak drobne skwarki wieprzowe nieszkodliwe, trochę suche z odrobiną chrupania. – Jak przekąska barowa – kiwa głową Seb. “Dobrze pasują do zimnego piwa.”

Cricket miang jest jednak w zupełnie innej lidze. Jednogryzowe paczki z prażonym kokosem, granatem, limonką i chili są tradycyjnie przygotowywane z krewetkami, które Seb zastępuje pastą do krykieta i kilkoma całymi critterami do prezentacji. Zawinięte w liść betelu danie to eksplozja smaku. „Naczynie wjazdowe”, według Seb.

Pyszne są również lody z pralinami z konika polnego, a zmiażdżony owad zapewnia orzechową chrupkość i nutę goryczy, która równoważy słodką kremowość – i rozwiewa moje obawy.

W obliczu europejskiego niedoboru białka na horyzoncie, jeśli zdołamy przezwyciężyć mdłości i objąć bezkręgowce, mamy gotowe zapasy pożywienia tuż pod naszymi stopami. A dzięki pionierom, takim jak Seb, którzy sprawiają, że owady są smaczne, jak mrówka posypuje babeczkę, odpowiedź jest oczywista.


Czy jesteś na tyle mężczyzną, żeby jeść owady na obiad? Zajmujemy się najnowszymi pozycjami w modnych menu

Nick Harding degustujący menu „insect tasting” w restauracji Seb Holmes', Farang, w Londynie Źródło: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii zaczniemy jeść owady, kiedy przestaną wyglądać jak owady. Cóż, nie ma wątpliwości, że pokryte soją stworzonko, z soczystym brzuchem, skrzydlatą klatką piersiową i parą dużych, owadzich oczu, patrzy z mojego widelca.

Podnoszę widelec do ust i rozumuję: jem krewetki, a krewetki to morskie owady. – Dokładnie – kiwa głową Seb Holmes, szef kuchni, który właśnie przygotował świerszcza smażonego z solą i pieprzem, którego się żuję. „A świerszcze to krewetki nieba”.

Jest argument używany przez zwolenników robaków grub. Wygląda to tak: kiedyś pomysł jedzenia surowej ryby był dla Brytyjczyków odrażający, teraz M&S i Boots sprzedają go na lunch. Curry, kebaby, komosa ryżowa, a nawet spagbol były kiedyś uważane za egzotyczne. Ale upodobania zmieniają się z czasem.

Być może, ale z tego, co wiem, nikt nigdy nie musiał wzywać Rent-o-kill, by poradzić sobie z paskudną plagą sashimi z łososia. Problemem jest tutaj surowy składnik. Przerażające czołgi są. dziwny.

Seb jest jednym z pionierów ruchu, który ma zmienić tę niechęć. Założyciel londyńskiej (wolnej od owadów) restauracji Farang, jego książka Kucharz Tajski ukazał się w tym tygodniu, a dziś wieczorem, we współpracy z Grub – firmą spożywczą, której celem jest wprowadzenie owadów do brytyjskiego podniebienia i rozpowszechnianie informacji o korzyściach – otwiera pierwszą w Wielkiej Brytanii comiesięczną wyskakującą restaurację o tematyce owadów – karmienie gości pięciodaniowym menu degustacyjne dań owadzich inspirowanych kuchnią tajską. To już wyprzedane.

S kładniki dla bezkręgowców są dostarczane przez Entovista, pierwszą komercyjną brytyjską farmę produkującą owady do spożycia przez ludzi, która w humanitarny sposób ubija świerszcze w partiach po 4000. Pytanie, które może zadać większość tradycyjnych drapieżników, brzmi: dlaczego?

Na początek owady są bardziej pożywne niż mięso. Niektóre pędraki zawierają 78% białka i mają mniej tłuszczu niż wołowina, wieprzowina czy ryby, ale mają wysoki poziom witamin i minerałów. Na przykład niektóre robaki zawierają porównywalną ilość olejów Omega 3 i 6 do ryb.

Po drugie, są łatwe, tanie, szybkie i przyjazne dla środowiska w produkcji w ogromnych ilościach. Do wyprodukowania 1 kg białka wołowego karmionego ziarnem potrzeba ponad 13 000 litrów świeżej wody i 25 kg paszy na bazie soi, w porównaniu z 8 litrami, aby wyprodukować 1 kg białka ze świerszczy (które można nakarmić na odpadach).

Jedzenie owadów zawsze było nowością na Zachodzie dzięki Jestem gwiazdą, zabierz mnie stąd i tequilla, ale już dwa miliardy ludzi na całym świecie pożera je w takiej czy innej formie.

W 2013 roku Belgia jako pierwszy kraj europejski zezwoliła na sprzedaż owadów do spożycia przez ludzi. Tamtejsze supermarkety oferują szeroki wybór produktów na bazie owadów, w tym pastę do smarowania zrobioną z mączników, marchwi i pomidorów.

Inne kraje poszły w ich ślady. Jedna z głównych holenderskich sieci supermarketów, Jumbo, wprowadziła w 400 sklepach gamę pokarmów dla owadów, w tym hamburgery z owadami i panierowane kulki z owadów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych branża fitness zaczęła wykorzystywać wysokobiałkowe składniki pochodzące od owadów, takie jak mąka ze świerszczy, do produkcji batonów energetycznych.

W zeszłym roku Seb i Grub opublikowali Książka kucharska Ultimate Insect, w której szefowi kuchni dano wolną rękę w projektowaniu przepisów z wykorzystaniem świerszczy, mącznika i konika polnego.

"To była zabawa. Czułem się jak Willy Wonka – śmieje się. „Myślę, że teraz owady stają się realnym źródłem pożywienia. Nie mówimy, że nie jedz mięsa, mówimy, spróbuj je i zobacz, co myślisz. Są zaskakująco wszechstronnym składnikiem, który można dodawać w całości lub przerabiać na mąki i pasty.

„Mają różne smaki w zależności od tego, jak są ugotowane. Świerszcze smakują jak smażone krewetki, a po upieczeniu jak kakao w proszku. Liofilizowane koniki polne smakują jak orzech włoski. Mrówki dobrze sprawdzają się jako przyprawa posypana, niektóre smakują jak drobinki limonki na języku, inne jak ocet. Robaki Buffalo uzupełniają wieprzowinę.

Moje świerszcze z soli i pieprzu zostały usmażone w sosie sojowym i białym pieprzu i podawane z liśćmi panang. Smakują jak drobne skwarki wieprzowe nieszkodliwe, trochę suche z odrobiną chrupania. – Jak przekąska barowa – kiwa głową Seb. “Dobrze pasują do zimnego piwa.”

Cricket miang jest jednak w zupełnie innej lidze. Jednogryzowe paczki z prażonym kokosem, granatem, limonką i chili są tradycyjnie przygotowywane z krewetkami, które Seb zastępuje pastą do krykieta i kilkoma całymi critterami do prezentacji. Zawinięte w liść betelu danie to eksplozja smaku. „Naczynie wjazdowe”, według Seb.

Pyszne są również lody z pralinami z konika polnego, a zmiażdżony owad zapewnia orzechową chrupkość i nutę goryczy, która równoważy słodką kremowość – i rozwiewa moje obawy.

W obliczu europejskiego niedoboru białka na horyzoncie, jeśli zdołamy przezwyciężyć mdłości i objąć bezkręgowce, mamy gotowe zapasy pożywienia tuż pod naszymi stopami. A dzięki pionierom, takim jak Seb, którzy sprawiają, że owady są smaczne, jak mrówka posypuje babeczkę, odpowiedź jest oczywista.


Czy jesteś na tyle mężczyzną, żeby jeść owady na obiad? Zajmujemy się najnowszymi pozycjami w modnych menu

Nick Harding degustujący menu „insect tasting” w restauracji Seb Holmes', Farang, w Londynie Źródło: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w Wielkiej Brytanii zaczniemy jeść owady, kiedy przestaną wyglądać jak owady. Cóż, nie ma wątpliwości, że pokryte soją stworzonko, z soczystym brzuchem, skrzydlatą klatką piersiową i parą dużych, owadzich oczu, patrzy z mojego widelca.

Podnoszę widelec do ust i rozumuję: jem krewetki, a krewetki to morskie owady. – Dokładnie – kiwa głową Seb Holmes, szef kuchni, który właśnie przygotował świerszcza smażonego z solą i pieprzem, którego się żuję. „A świerszcze to krewetki nieba”.

Jest argument używany przez zwolenników robaków grub. Wygląda to tak: kiedyś pomysł jedzenia surowej ryby był dla Brytyjczyków odrażający, teraz M&S i Boots sprzedają go na lunch. Curry, kebaby, komosa ryżowa, a nawet spagbol były kiedyś uważane za egzotyczne. Ale upodobania zmieniają się z czasem.

Być może, ale z tego, co wiem, nikt nigdy nie musiał wzywać Rent-o-kill, by poradzić sobie z paskudną plagą sashimi z łososia. Problemem jest tutaj surowy składnik. Przerażające czołgi są. dziwny.

Seb jest jednym z pionierów ruchu, który ma zmienić tę niechęć. Założyciel londyńskiej (wolnej od owadów) restauracji Farang, jego książka Kucharz Tajski ukazał się w tym tygodniu, a dziś wieczorem, we współpracy z Grub – firmą spożywczą, której celem jest wprowadzenie owadów do brytyjskiego podniebienia i rozpowszechnianie informacji o korzyściach – otwiera pierwszą w Wielkiej Brytanii comiesięczną wyskakującą restaurację o tematyce owadów – karmienie gości pięciodaniowym menu degustacyjne dań owadzich inspirowanych kuchnią tajską. To już wyprzedane.

S kładniki dla bezkręgowców są dostarczane przez Entovista, pierwszą komercyjną brytyjską farmę produkującą owady do spożycia przez ludzi, która w humanitarny sposób ubija świerszcze w partiach po 4000. Pytanie, które może zadać większość tradycyjnych drapieżników, brzmi: dlaczego?

Na początek owady są bardziej pożywne niż mięso. Niektóre pędraki zawierają 78% białka i mają mniej tłuszczu niż wołowina, wieprzowina czy ryby, ale mają wysoki poziom witamin i minerałów. Na przykład niektóre robaki zawierają porównywalną ilość olejów Omega 3 i 6 do ryb.

Po drugie, są łatwe, tanie, szybkie i przyjazne dla środowiska w produkcji w ogromnych ilościach. Do wyprodukowania 1 kg białka wołowego karmionego ziarnem potrzeba ponad 13 000 litrów świeżej wody i 25 kg paszy na bazie soi, w porównaniu z 8 litrami, aby wyprodukować 1 kg białka ze świerszczy (które można nakarmić na odpadach).

Jedzenie owadów zawsze było nowością na Zachodzie dzięki Jestem gwiazdą, zabierz mnie stąd i tequilla, ale już dwa miliardy ludzi na całym świecie pożera je w takiej czy innej formie.

W 2013 roku Belgia jako pierwszy kraj europejski zezwoliła na sprzedaż owadów do spożycia przez ludzi. Tamtejsze supermarkety oferują szeroki wybór produktów na bazie owadów, w tym pastę do smarowania zrobioną z mączników, marchwi i pomidorów.

Inne kraje poszły w ich ślady. Jedna z głównych holenderskich sieci supermarketów, Jumbo, wprowadziła w 400 sklepach gamę pokarmów dla owadów, w tym hamburgery z owadami i panierowane kulki z owadów. W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych branża fitness zaczęła wykorzystywać wysokobiałkowe składniki pochodzące od owadów, takie jak mąka ze świerszczy, do produkcji batonów energetycznych.

W zeszłym roku Seb i Grub opublikowali Ultimate Insect Cookbook, in which the chef was given free rein to design recipes using crickets, mealworms and grasshoppers.

“It was fun. I felt like Willy Wonka,” he laughs. “I think now, insects are becoming a viable food source. We are not saying don’t eat meat, we are saying try them and see what you think. They are a surprisingly versatile ingredient that can be added whole or made into flours and pastes.

"They have different tastes depending on how they are cooked. Crickets taste like shrimp when they are fried and like cocoa powder when they are roasted. Freeze-dried grasshoppers taste like walnut. Ants work well sprinkled as seasoning, some taste like little pops of lime on your tongue, others like vinegar. Buffalo worms complement pork.”

M y salt and pepper crickets have been fried in soy sauce and white pepper and served with panang leaves. They taste like tiny pork scratchings inoffensive, a bit dry with some crunch. “Like a bar snack,” Seb nods. “They go well with a cold beer.”

Cricket miang is in a different league altogether, however. The one-bite parcels made with toasted coconut, pomegranate, lime, and chilli are traditionally made with shrimp, which Seb substitutes with cricket paste and a few whole critters for presentation. Wrapped in a Betel leaf, the dish is an explosion of flavour. “A gateway dish,” according to Seb.

T he grasshopper praline ice cream is also delicious, the crushed insect providing a nutty crunch and hint of bitterness that balances the sweet creaminess - and melts away my misgivings.

W ith a European protein shortage on the horizon, if we can get over our queasiness and embrace invertebrates, there is a ready supply of nutrition right under our feet. And with pioneers like Seb to make insects palatable, like ant sprinkles on a cupcake, the answer is a no-brainer.


Are you man enough to eat insects for dinner? We get to grips with the newest item on trendy menus

Nick Harding sampling an 'insect tasting' menu at Seb Holmes' restaurant, Farang, in London Credit: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

S omeone once told me that, in the UK, we’ll start to eat insects when insects no longer look like insects. Well, there's no mistaking the soy-covered critter staring up from my fork, with its juicy abdomen, winged thorax and pair of big, bug eyes.

I raise the fork to my mouth and reason with myself: I eat prawns, and prawns are the insects of the sea. “Exactly,” nods Seb Holmes, the chef who has just prepared the salt and pepper fried cricket I’m chowing down on. “And crickets are the prawns of the sky.”

There’s an argument employed by proponents of bug grub. It goes like this: Brits once found the idea of eating raw fish repulsive, now M&S and Boots sell it for lunch. Curry, kebabs, quinoa even spag bol was once considered exotic. But tastes change over time.

T hat may be, but as far as I know, no one has ever had to call out Rent-o-kill to deal with a nasty infestation of salmon sashimi. The issue here is the raw ingredient. Creepy crawlies are. creepy.

Seb is one of the pioneers behind a movement to change this aversion. Founder of London’s (insect-free) Farang restaurant, his book Cook Thai came out this week, and tonight he launches the UK’s first monthly insect themed pop-up restaurant in association with Grub - a food company which aims to introduce insects to the British palate and spread the word about the benefits - feeding diners a five-course tasting menu of Thai-inspired insect dishes. It’s already a sell-out.

T he invertebrate ingredients are supplied by Entovista, the first commercial British farm to produce insects for human consumption, which humanely culls crickets in batches of 4000. The question most traditional carnivores may ask is: why?

F or a start, insects are more nutritious than meat. Some grubs are 78 percent protein with less fat than beef, pork or fish, but high levels of vitamins and minerals. Some worms, for example, contain a comparable amount of Omega 3 and 6 oils to fish.

Secondly, they are easy, cheap, quick and environmentally friendly to produce in vast numbers. It takes over 13,000 litres of fresh water and 25kg of soya-based animal feed to produce 1kg of grain-fed beef protein, versus eight litres to produce 1kg of cricket protein, (which can be fed on waste).

Eating insects has always had a novelty value in the West, thanks to I’m A Celebrity Get Me Out Of Here and tequilla worms, but two billion people around the world already devour them in one form or another.

In 2013, Belgium became the first European country to allow the sale of insects for human consumption. Supermarkets there stock a range of insect-based products including a spread made from mealworms, carrots and tomatoes.

O ther countries followed suit. One of Holland’s main supermarket chains, Jumbo, introduced a range of insect foods in 400 stores, which included bug burgers and breaded bug balls. And in the UK and US, the fitness industry has started to use high protein insect-derived ingredients such as cricket flour to make energy bars.

L ast year, Seb and Grub published the Ultimate Insect Cookbook, in which the chef was given free rein to design recipes using crickets, mealworms and grasshoppers.

“It was fun. I felt like Willy Wonka,” he laughs. “I think now, insects are becoming a viable food source. We are not saying don’t eat meat, we are saying try them and see what you think. They are a surprisingly versatile ingredient that can be added whole or made into flours and pastes.

"They have different tastes depending on how they are cooked. Crickets taste like shrimp when they are fried and like cocoa powder when they are roasted. Freeze-dried grasshoppers taste like walnut. Ants work well sprinkled as seasoning, some taste like little pops of lime on your tongue, others like vinegar. Buffalo worms complement pork.”

M y salt and pepper crickets have been fried in soy sauce and white pepper and served with panang leaves. They taste like tiny pork scratchings inoffensive, a bit dry with some crunch. “Like a bar snack,” Seb nods. “They go well with a cold beer.”

Cricket miang is in a different league altogether, however. The one-bite parcels made with toasted coconut, pomegranate, lime, and chilli are traditionally made with shrimp, which Seb substitutes with cricket paste and a few whole critters for presentation. Wrapped in a Betel leaf, the dish is an explosion of flavour. “A gateway dish,” according to Seb.

T he grasshopper praline ice cream is also delicious, the crushed insect providing a nutty crunch and hint of bitterness that balances the sweet creaminess - and melts away my misgivings.

W ith a European protein shortage on the horizon, if we can get over our queasiness and embrace invertebrates, there is a ready supply of nutrition right under our feet. And with pioneers like Seb to make insects palatable, like ant sprinkles on a cupcake, the answer is a no-brainer.


Are you man enough to eat insects for dinner? We get to grips with the newest item on trendy menus

Nick Harding sampling an 'insect tasting' menu at Seb Holmes' restaurant, Farang, in London Credit: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

S omeone once told me that, in the UK, we’ll start to eat insects when insects no longer look like insects. Well, there's no mistaking the soy-covered critter staring up from my fork, with its juicy abdomen, winged thorax and pair of big, bug eyes.

I raise the fork to my mouth and reason with myself: I eat prawns, and prawns are the insects of the sea. “Exactly,” nods Seb Holmes, the chef who has just prepared the salt and pepper fried cricket I’m chowing down on. “And crickets are the prawns of the sky.”

There’s an argument employed by proponents of bug grub. It goes like this: Brits once found the idea of eating raw fish repulsive, now M&S and Boots sell it for lunch. Curry, kebabs, quinoa even spag bol was once considered exotic. But tastes change over time.

T hat may be, but as far as I know, no one has ever had to call out Rent-o-kill to deal with a nasty infestation of salmon sashimi. The issue here is the raw ingredient. Creepy crawlies are. creepy.

Seb is one of the pioneers behind a movement to change this aversion. Founder of London’s (insect-free) Farang restaurant, his book Cook Thai came out this week, and tonight he launches the UK’s first monthly insect themed pop-up restaurant in association with Grub - a food company which aims to introduce insects to the British palate and spread the word about the benefits - feeding diners a five-course tasting menu of Thai-inspired insect dishes. It’s already a sell-out.

T he invertebrate ingredients are supplied by Entovista, the first commercial British farm to produce insects for human consumption, which humanely culls crickets in batches of 4000. The question most traditional carnivores may ask is: why?

F or a start, insects are more nutritious than meat. Some grubs are 78 percent protein with less fat than beef, pork or fish, but high levels of vitamins and minerals. Some worms, for example, contain a comparable amount of Omega 3 and 6 oils to fish.

Secondly, they are easy, cheap, quick and environmentally friendly to produce in vast numbers. It takes over 13,000 litres of fresh water and 25kg of soya-based animal feed to produce 1kg of grain-fed beef protein, versus eight litres to produce 1kg of cricket protein, (which can be fed on waste).

Eating insects has always had a novelty value in the West, thanks to I’m A Celebrity Get Me Out Of Here and tequilla worms, but two billion people around the world already devour them in one form or another.

In 2013, Belgium became the first European country to allow the sale of insects for human consumption. Supermarkets there stock a range of insect-based products including a spread made from mealworms, carrots and tomatoes.

O ther countries followed suit. One of Holland’s main supermarket chains, Jumbo, introduced a range of insect foods in 400 stores, which included bug burgers and breaded bug balls. And in the UK and US, the fitness industry has started to use high protein insect-derived ingredients such as cricket flour to make energy bars.

L ast year, Seb and Grub published the Ultimate Insect Cookbook, in which the chef was given free rein to design recipes using crickets, mealworms and grasshoppers.

“It was fun. I felt like Willy Wonka,” he laughs. “I think now, insects are becoming a viable food source. We are not saying don’t eat meat, we are saying try them and see what you think. They are a surprisingly versatile ingredient that can be added whole or made into flours and pastes.

"They have different tastes depending on how they are cooked. Crickets taste like shrimp when they are fried and like cocoa powder when they are roasted. Freeze-dried grasshoppers taste like walnut. Ants work well sprinkled as seasoning, some taste like little pops of lime on your tongue, others like vinegar. Buffalo worms complement pork.”

M y salt and pepper crickets have been fried in soy sauce and white pepper and served with panang leaves. They taste like tiny pork scratchings inoffensive, a bit dry with some crunch. “Like a bar snack,” Seb nods. “They go well with a cold beer.”

Cricket miang is in a different league altogether, however. The one-bite parcels made with toasted coconut, pomegranate, lime, and chilli are traditionally made with shrimp, which Seb substitutes with cricket paste and a few whole critters for presentation. Wrapped in a Betel leaf, the dish is an explosion of flavour. “A gateway dish,” according to Seb.

T he grasshopper praline ice cream is also delicious, the crushed insect providing a nutty crunch and hint of bitterness that balances the sweet creaminess - and melts away my misgivings.

W ith a European protein shortage on the horizon, if we can get over our queasiness and embrace invertebrates, there is a ready supply of nutrition right under our feet. And with pioneers like Seb to make insects palatable, like ant sprinkles on a cupcake, the answer is a no-brainer.


Are you man enough to eat insects for dinner? We get to grips with the newest item on trendy menus

Nick Harding sampling an 'insect tasting' menu at Seb Holmes' restaurant, Farang, in London Credit: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

S omeone once told me that, in the UK, we’ll start to eat insects when insects no longer look like insects. Well, there's no mistaking the soy-covered critter staring up from my fork, with its juicy abdomen, winged thorax and pair of big, bug eyes.

I raise the fork to my mouth and reason with myself: I eat prawns, and prawns are the insects of the sea. “Exactly,” nods Seb Holmes, the chef who has just prepared the salt and pepper fried cricket I’m chowing down on. “And crickets are the prawns of the sky.”

There’s an argument employed by proponents of bug grub. It goes like this: Brits once found the idea of eating raw fish repulsive, now M&S and Boots sell it for lunch. Curry, kebabs, quinoa even spag bol was once considered exotic. But tastes change over time.

T hat may be, but as far as I know, no one has ever had to call out Rent-o-kill to deal with a nasty infestation of salmon sashimi. The issue here is the raw ingredient. Creepy crawlies are. creepy.

Seb is one of the pioneers behind a movement to change this aversion. Founder of London’s (insect-free) Farang restaurant, his book Cook Thai came out this week, and tonight he launches the UK’s first monthly insect themed pop-up restaurant in association with Grub - a food company which aims to introduce insects to the British palate and spread the word about the benefits - feeding diners a five-course tasting menu of Thai-inspired insect dishes. It’s already a sell-out.

T he invertebrate ingredients are supplied by Entovista, the first commercial British farm to produce insects for human consumption, which humanely culls crickets in batches of 4000. The question most traditional carnivores may ask is: why?

F or a start, insects are more nutritious than meat. Some grubs are 78 percent protein with less fat than beef, pork or fish, but high levels of vitamins and minerals. Some worms, for example, contain a comparable amount of Omega 3 and 6 oils to fish.

Secondly, they are easy, cheap, quick and environmentally friendly to produce in vast numbers. It takes over 13,000 litres of fresh water and 25kg of soya-based animal feed to produce 1kg of grain-fed beef protein, versus eight litres to produce 1kg of cricket protein, (which can be fed on waste).

Eating insects has always had a novelty value in the West, thanks to I’m A Celebrity Get Me Out Of Here and tequilla worms, but two billion people around the world already devour them in one form or another.

In 2013, Belgium became the first European country to allow the sale of insects for human consumption. Supermarkets there stock a range of insect-based products including a spread made from mealworms, carrots and tomatoes.

O ther countries followed suit. One of Holland’s main supermarket chains, Jumbo, introduced a range of insect foods in 400 stores, which included bug burgers and breaded bug balls. And in the UK and US, the fitness industry has started to use high protein insect-derived ingredients such as cricket flour to make energy bars.

L ast year, Seb and Grub published the Ultimate Insect Cookbook, in which the chef was given free rein to design recipes using crickets, mealworms and grasshoppers.

“It was fun. I felt like Willy Wonka,” he laughs. “I think now, insects are becoming a viable food source. We are not saying don’t eat meat, we are saying try them and see what you think. They are a surprisingly versatile ingredient that can be added whole or made into flours and pastes.

"They have different tastes depending on how they are cooked. Crickets taste like shrimp when they are fried and like cocoa powder when they are roasted. Freeze-dried grasshoppers taste like walnut. Ants work well sprinkled as seasoning, some taste like little pops of lime on your tongue, others like vinegar. Buffalo worms complement pork.”

M y salt and pepper crickets have been fried in soy sauce and white pepper and served with panang leaves. They taste like tiny pork scratchings inoffensive, a bit dry with some crunch. “Like a bar snack,” Seb nods. “They go well with a cold beer.”

Cricket miang is in a different league altogether, however. The one-bite parcels made with toasted coconut, pomegranate, lime, and chilli are traditionally made with shrimp, which Seb substitutes with cricket paste and a few whole critters for presentation. Wrapped in a Betel leaf, the dish is an explosion of flavour. “A gateway dish,” according to Seb.

T he grasshopper praline ice cream is also delicious, the crushed insect providing a nutty crunch and hint of bitterness that balances the sweet creaminess - and melts away my misgivings.

W ith a European protein shortage on the horizon, if we can get over our queasiness and embrace invertebrates, there is a ready supply of nutrition right under our feet. And with pioneers like Seb to make insects palatable, like ant sprinkles on a cupcake, the answer is a no-brainer.


Are you man enough to eat insects for dinner? We get to grips with the newest item on trendy menus

Nick Harding sampling an 'insect tasting' menu at Seb Holmes' restaurant, Farang, in London Credit: Geoff Pugh

Śledź autora tego artykułu

Śledź tematy w tym artykule

S omeone once told me that, in the UK, we’ll start to eat insects when insects no longer look like insects. Well, there's no mistaking the soy-covered critter staring up from my fork, with its juicy abdomen, winged thorax and pair of big, bug eyes.

I raise the fork to my mouth and reason with myself: I eat prawns, and prawns are the insects of the sea. “Exactly,” nods Seb Holmes, the chef who has just prepared the salt and pepper fried cricket I’m chowing down on. “And crickets are the prawns of the sky.”

There’s an argument employed by proponents of bug grub. It goes like this: Brits once found the idea of eating raw fish repulsive, now M&S and Boots sell it for lunch. Curry, kebabs, quinoa even spag bol was once considered exotic. But tastes change over time.

T hat may be, but as far as I know, no one has ever had to call out Rent-o-kill to deal with a nasty infestation of salmon sashimi. The issue here is the raw ingredient. Creepy crawlies are. creepy.

Seb is one of the pioneers behind a movement to change this aversion. Founder of London’s (insect-free) Farang restaurant, his book Cook Thai came out this week, and tonight he launches the UK’s first monthly insect themed pop-up restaurant in association with Grub - a food company which aims to introduce insects to the British palate and spread the word about the benefits - feeding diners a five-course tasting menu of Thai-inspired insect dishes. It’s already a sell-out.

T he invertebrate ingredients are supplied by Entovista, the first commercial British farm to produce insects for human consumption, which humanely culls crickets in batches of 4000. The question most traditional carnivores may ask is: why?

F or a start, insects are more nutritious than meat. Some grubs are 78 percent protein with less fat than beef, pork or fish, but high levels of vitamins and minerals. Some worms, for example, contain a comparable amount of Omega 3 and 6 oils to fish.

Secondly, they are easy, cheap, quick and environmentally friendly to produce in vast numbers. It takes over 13,000 litres of fresh water and 25kg of soya-based animal feed to produce 1kg of grain-fed beef protein, versus eight litres to produce 1kg of cricket protein, (which can be fed on waste).

Eating insects has always had a novelty value in the West, thanks to I’m A Celebrity Get Me Out Of Here and tequilla worms, but two billion people around the world already devour them in one form or another.

In 2013, Belgium became the first European country to allow the sale of insects for human consumption. Supermarkets there stock a range of insect-based products including a spread made from mealworms, carrots and tomatoes.

O ther countries followed suit. One of Holland’s main supermarket chains, Jumbo, introduced a range of insect foods in 400 stores, which included bug burgers and breaded bug balls. And in the UK and US, the fitness industry has started to use high protein insect-derived ingredients such as cricket flour to make energy bars.

L ast year, Seb and Grub published the Ultimate Insect Cookbook, in which the chef was given free rein to design recipes using crickets, mealworms and grasshoppers.

“It was fun. I felt like Willy Wonka,” he laughs. “I think now, insects are becoming a viable food source. We are not saying don’t eat meat, we are saying try them and see what you think. They are a surprisingly versatile ingredient that can be added whole or made into flours and pastes.

"They have different tastes depending on how they are cooked. Crickets taste like shrimp when they are fried and like cocoa powder when they are roasted. Freeze-dried grasshoppers taste like walnut. Ants work well sprinkled as seasoning, some taste like little pops of lime on your tongue, others like vinegar. Buffalo worms complement pork.”

M y salt and pepper crickets have been fried in soy sauce and white pepper and served with panang leaves. They taste like tiny pork scratchings inoffensive, a bit dry with some crunch. “Like a bar snack,” Seb nods. “They go well with a cold beer.”

Cricket miang is in a different league altogether, however. The one-bite parcels made with toasted coconut, pomegranate, lime, and chilli are traditionally made with shrimp, which Seb substitutes with cricket paste and a few whole critters for presentation. Wrapped in a Betel leaf, the dish is an explosion of flavour. “A gateway dish,” according to Seb.

T he grasshopper praline ice cream is also delicious, the crushed insect providing a nutty crunch and hint of bitterness that balances the sweet creaminess - and melts away my misgivings.

W ith a European protein shortage on the horizon, if we can get over our queasiness and embrace invertebrates, there is a ready supply of nutrition right under our feet. And with pioneers like Seb to make insects palatable, like ant sprinkles on a cupcake, the answer is a no-brainer.


Obejrzyj wideo: Jem tylko to co widzowie zadecydują przez cały dzień! 6000 kcal (Wrzesień 2021).